Dawno nie pisałem żadnego journala. Nie dlatego, że nie ma o czym opowiadać, przeciwnie - miałęm kilka koncepcji ale po prostu nie chciało mi się - studia odbierają jak widać człowiekowi wszelkie chęci do życia, wraz z weną, co się objawia przez to, iż dawno nic nie załadowałem tutaj. Ech no niestety, aparat do naprawy a na rysunek pomysłów mam sto, z tym, że czasu i chęci brak.
No ale co się dzieje u mnie, spróbuję Wam nakreślić (ta, o ile ktokolwiek to przeczyta). Na uczelni mojej kochanej istny bałagan: zajęcia odwołują, potem nie ma kiedy to odrabiać (słyszałem, że mamy iść na uczelnie 21-23 grudnia "by nadrobic zaległości", bardzo śmieszne...). Niby powinienem ię cieszyć, że czasami uda mi się wcześniej zawitać na chacie, ale wizja zapitalania do szkoły, podczas gdy reszta przygotowuje się już do świąt, nie wydaje się zbyt optymistyczna. Ponadto, promotor z wielką zagorzałością walczy o to, żebyśmy nie lenili się i jak najszybciej pisali nasze prace licencjackie (no chyba człowiek jest masochista, bo mnie by się nie chciało czytać kilkunastu prac po kilkadziesiąt stron, ale wykładowcy to inni ludzie - to wiadomo nie od dzisiaj). Ja swojej pisać nawet nie zacząłem, chociaż materiały zebrane mam (prawie) wszystkie - oprócz ankiet, które zostawiłem dworze, o którym piszę. Zostawiłem ich 100, po prawie 2 miesiącach przyszedłem sprawdzić jak tam idzie ich wypełnianie przez odwiedzających, i okazało się, że są wypełnione ałe...dwie. Trochę mnie to podłamało, ludzie widać nie mają zrozumienia dla powagi sprawy, to wkońcu moja pierwsza poważna praca naukowa i raczej mi na niej zależy, no ale cóż, conajwyżej obejdzie się bez jeszcze jednego rozdziału. Chyba mnie szanowna komisja na obronie nie zlinczuje. Poza tym koła, prezentacje, kserówki i tak dalej - jak na każdej uczelni, z tym, ze ja ostatnio zaczynam mieć tego wszystkiego naprawdę dość. Zauważam również ostatnio u siebie, że coraz więcej zajęć opuszczam - nie jest to na pewno dobry omen, w zeszłych latach nie zdarzały mi się aż takie dywersje. Mogę tylko hołdować moim kolezankom z roku, które użyczają mi notatek do skserowania, zatem te nieobecności nie pozostawiaja jakichś powazniejszych konsekwencji (a to w sumie okaże się podczas sesji). Jedyne co cieszy, to to, że na wfie zapisałem się do sekcji koszykówki i moge nareszcie grac w to, co lubię - przypominają mi się czasy, kiedy basket sprawiał mi tyle przyjemności i satysfakcji (taaaak, to prawda - Hitsu grał kiedyś w kosza, nawet trenował w klubie przez 5 lat).
Co do życia poza uczelnią to nie mam go zbyt dużo, ale ostatnio udało mi się być na kilku imprezach czy wyjsć do klubu (co w sumie przed studiami mi się w ogóle nie zdarzało, najśmieszniejszym faktem jest ten, iż pierwszy klub jaki w życiu odwiedziłem, mieścił się w Llorett de Mar, w Hiszpanii). W sumie podejrzewam, że to właśnie wejscie w imprezowy tryb studencki pozostawiło po sobie konsekwencję w postaci postepującego zgonu, który daje o sobie znać w godzinach popołudniowych, kiedy przebywam na uczelni (czyli inaczej zasypiam). Ale nie żałuję - kiedyś w końcu trzeba sie rozerwać, a kiedy jak nie teraz. Kolejną rzeczą, wartą wspomnienia jest fakt, iż zacząłem chodzić na spotkania klubu mangowego (a raczej po prostu miłośników kultury japońskiej) do Zgierza. Tam poznałem sporo naprawdę ciekawych osób (głównie dziewcząt), z którymi mogę dzielić swoją pasję. Te spotkania to dla mnie swoista odskocznia od studenckiej szarej rzeczywistości, i to kolejny powód, dla którego wyczekuję kolejnego wyjazdu do Zgierza, bo w sumie tych powodów jest kilka, łącznie z tym najwazniejszym, który na razie chowam głęboko w sercu (żeby nie zapeszyc).
Co jeszcze ważne - no tak, nadchodzi długo wyczekiwana data 6 grudnia - nie ze względu na mikołajki, ale na Nihongo Nouryoku Shiken, który będę pisał w Warszawie. Przyznam się, że im blizej tego terminu, tym większą mam tremę. W końcu jak się nie uda (tfu, tfu), to nastepna szansa dopiero za rok. Poza tym to sprawa ambicji - na japońskim zależy mi jak na żadnej innej dziedzinie mojego życia (no, moze poza studiami i...no poza czymś jeszcze) i jesli chodzi o ten język, to nie wyobrażam sobie zostania w tyle. Razem ze mną do Wawki jedzie Asia (nick: Shachou-san (jap. prezes), gdyż takim mianem się obwołała na jednych zajęciach) - mam nadzieję, że jej też dobrze pójdzie, fajnie by było jakbyśmy razem zdali ten egzamin. A po egzaminie - spotkanie z częścia ekipy bleach-me-up, będzie z kim świetować zwyciestwo albo topić smutki (tfu, tfu). Przyznam, że się stęskniłem za tymi wariatami (choć od Nejiro minęły tylko 2 miesiące), a szczególnie za moją Goś-nee-chan (z nią nie widziałem się od animca).
No to chyba na tyle. Trzymajcie za mnie kciuki 6 grudnia, ładnie proszę.
Ja ne.
P.S. Pozdro dla










--
Marukaite chikyuu
--
Marukaite chikyuu
--
Marukaite chikyuu
Przyszłam się przywitać
--
'All that we see or seem
Is but a dream within a dream'
Edgar Allan Poe
--
'All that we see or seem
Is but a dream within a dream'
Edgar Allan Poe
Previous Page12345Next Page